Moja pani od polskiego zawsze upominała, że nie zaczyna się wypowiedzi od „a więc”. Ale akurat bardzo ładnie mi tu pasuje taki początek.
A więc jednak.
Jestem ciotą.
Strach przed porażką znowu okazał się silniejszy. Obawy przed urażeniem męskiej dumy i honoru skauta, po raz kolejny doszły do głosu. No właśnie. Znowu te głosy: „nie dasz rady!”, „nawet nie próbuj”, nie bądź śmieszny!”.
Wczoraj jak dawno miałem aż 4 okazje! 4 uśmiechy (jakże urocze) losu.
I 4 razy wydygałem.
4 dziewczyny, które wg atrakcyjności (brzydko, choć po męsku) określę 6, 5, 4 i 3. Cztery okazje – zajebista, bardzo dobra, całkiem niezła, możliwa.
Kiedy nadarza się okazja? Kiedy mój świdrujący – nienachalny – wzrok zostanie zatrzymany łagodnym ciosem urzekającego i uwodzącego „na co jeszcze czekasz?!”. No właśnie! Na co ja czekałem??? Jestem na siebie zły jak chuj!
Siedziałem jak ten kretyn przy tym barze zamiast się do nich dosiąść. 6 i 5 siedziały we dwie, a 4 i 3 jeszcze z trzema koleżankami. Może łatwiej, a może wtedy trudniej. Wczoraj się tego nie dowiedziałem…
Nie wiem jak to jest, że czasem mam ‘flow’ i po prostu płynę jak młody bóg, a czasem jestem tylko biernym obserwatorem pizdą, który patrzy jak mu ucieka okazja za okazją.
Mam nadzieję, że następnym razem wezmę ze sobą jaja i wrócę z tarczą a nie na.
jak sobie wyobrażałem...
jak było...
-
gość:
-
Tuwim:
-
Kimi_:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›